Aquarius

Nie ma w Polsce wokalistki, którą – tak jak Krystynę Stańko – bez chwili zastanowienia określiłabym mianem polskiej divy bossanovy. I choć artystka ma na swoim koncie przeróżne projekty muzyczne to właśnie jej ostatnie, inspirowane brazylijskimi nurtami, najbardziej zapadły mi w pamięć.

Z początkiem marca na rynku ukazał się kolejny album artystki zatytułowany „Aquarius”. Album wyjątkowy, bo zawierający wykonania jazzowych standardów, latino i bossanovy właśnie. Album niezwyczajny, w pewnym sensie będący podsumowaniem dotychczasowych przedsięwzięć (to jej 10. krążek!). Album będący jednocześnie ukoronowaniem jej miejsca na polskiej scenie jazzowej.

„Aquarius” czyli, jak mówi podtytuł albumu „The Orchestral Session”, to płyta uzupełniona o brzmienie orkiestry kameralnej – w tej roli  Sinfonia Viva, ponoć najbardziej wszechstronna orkiestra w Polsce – oraz 5-osobowego składu, w którym poza muzykami współpracującymi z wokalistką już od lat (Dominik Bukowski – wibrafon, marimba, Marcin Wądołowski – gitary, Piotr Lemańczyk – kontrabas, Cezary Konrad – instrumenty perkusyjne) pojawił się gość specjalny. W dwóch utworach wystąpił jeden z moich ulubionych polskich skrzypków jazzowych, Mateusz Smoczyński (otwierający płytę „Once I Loved” oraz „The Midnight Sun”). Za całe to zamieszanie w znacznej mierze współodpowiedzialny jest również Krzysztof Herdzin, który niczym Vince Mendoza po raz kolejny udowadnia, że jest najbardziej rozchwytywanym i niezwykle utalentowanym specem od orkiestracji i instrumentacji.

Na płycie znajdziemy wykonania znanych utworów bossanovy („Once I Loved”, „Waters of March” czy „This Happy Madness”), ale również ciekawe, oryginalne aranżacje standardów jazzowych – „You’re Everything” oraz „500 Miles High” Corea and Pottera, znane „the Midnight Sun”, „All the Things You Are”, „My Favourite Things” czy „You Don’t Know What Love Is”. Płytę wieńczy „Zmierzch”, piękna kompozycja Jerzego Wasowskiego z tekstem Jeremiego Przybory – tutaj z orkiestrową, herdzinowską introdukcją, urzekającym brzmieniem gitary Wądołowskiego i pięknymi frazami Bukowskiego. Wykonanie naprawdę niezwykłej urody i czaru.

Album „Aquarius” zadziwił mnie swoją prostotą, kunsztem i kobiecą zmysłowością. To dzieło dojrzałe, autentyczne, szczere. To projekt nieskrępowany żadną idée fixe – ta płyta nic nie udowadnia, niczemu nie służy. Jest dowodem na to, że w życiu każdego artysty przychodzi taki moment, w którym najpełniej może wyrazić siebie tylko poprzez swoją sztukę. Do tego niektórzy potrafią zrobić to w wielkim stylu. Brawo!

 

Category: Recenzje

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *