Dwa oblicza Spotify

Z ankiety przeprowadzonej wśród moich znajomych wynika, że jedynie co ósma osoba wie czym jest i regularnie użytkuje serwis Spotify. Nie wiem z czego wynika fakt, że odpowiedź na pytanie: „Korzystasz ze Spotify?” tak często brzmi negatywnie. Dlatego też dzisiaj chciałabym podjąć temat tego popularnego serwisu, który ostatnio wywołuje także sporo kontrowersji – wspomnę zatem o wieloaspektowej specyfice tegoż narzędzia.
Spotify to streamingowy serwis muzyczny, umożliwiający nieodpłatne słuchanie muzyki za pomocą specjalnego oprogramowania. Według najnowszych badań, w październiku 2013r. serwis w Polsce odwiedziło 510 tys. użytkowników (wg danych z: www.wirtualnemedia.pl). Spotify nie jest żadną nowością – do 2008 roku, kiedy to serwis powstał, istniały już podobne, jak choćby Deezer czy Grooveshark. Muzykę można było słuchać także online w internetowych serwisach: Napster, Last.fm, bezkonkurencyjny YouTube.
Serwisy streamingowe stały się tak popularne, iż można by uznać to za dobry kierunek na drodze kresu piractwa. Bo właśnie walka z piractwem w sieci była jednym z priorytetów autorów Spotify. De facto, użytkowanie serwisu w wersji free umożliwia jedynie słuchanie utworów. W chwili wykupienia konta Premium użytkownik nie staje się właścicielem utworu – nadal jedynie ‚wynajmuje’ muzykę. Nie jest to więc tożsame z pobraniem muzyki i posiadaniem jej w pamięci własnego dysku. Według wielu zestawień, Spotify zdecydowanie wygrywa z konkurencją. Serwis posiada bazę ponad 20 milionów utworów, dostępny jest w 55. krajach i posiada ponad 24 miliony aktywnych użytkowników na całym świecie.

Bezpłatne, standardowe konto umożliwia słuchanie muzyki online, które po kilku utworach przerywane jest krótkimi reklamami. Użytkownik, który zechce zrezygnować z tych utrudnień, może wykupić konto Premium. Za jedyne 19.99 PLN miesięcznie cała muzyka dostępna jest w także trybie offline, bez zbędnych reklam. Serwis w obu tych wersjach działa również na tabletach i telefonach komórkowych (z odpowiednim oprogramowaniem). Utwory można wyszukiwać według zróżnicowanych kryteriów. Poza tradycyjnym ‚słuchaniem’, serwis umożliwia tworzenie własnych playlist, obserwowanie artystów czy dzielenie się tym, czego słuchamy, z innymi (za pomocą konta w serwisie oraz innych portali społecznościowych, tj. facebook, tweeter). Ważny jest więc aspekt społeczny aplikacji – to miejse integrujące ludzi o podobnych zainteresowaniach, platforma wymiany pomiędzy użytkownikami o podobnych gustach muzycznych.
Odkąd rozpoczęłam korzystanie ze Spotify, bardzo spodobał mi się wygląd wyszukiwania – to, że utwory są widoczne i selekcjonowane w formie kompletnych albumów. Ta funkcja jest bardzo wygodna i umożliwia szybką zmianę słuchanego utworu, bądź natychmiastowe odnalezienie innego. Niezawodna jest również zakładka ‚Odkrywaj muzykę’, w której odnajdziemy propozycje muzyczne wybrane specjalnie dla nas, w oparciu o to co słuchaliśmy wcześniej.
Dla użytkowników serwis to doskonały wynalazek! Niestety, artystom nie służy w ten sam sposób. Chyba nikogo nie zaskoczą aktualne dane dotyczące sytuacji przemysłu muzycznego – spadek sprzedaży płyt na całym świecie, spowodowany cyfryzacją muzyki (mp3); w konsekwencji piractwo, wreszcie powstanie takich serwisów jak Spotify (jedynym pocieszeniem może być wzrost rynku płyt winylowych). Na oficjalnej stronie serwisu autorzy omawiają aspekt legalności oprogramowania i zasad, zgodnie z którymi artystom wypłacane są honoraria. Zasada jest prosta: im więcej słuchających użytkowników, tym większe zyski dla artysty. Niestety, twórcy nie są tak pełni entuzjazmu. Internet miał dać im większe możliwości promocji, miał stworzyć nowe, własne narzędzia i uniezależnić ich od wytwórni płytowych, które tak jak dzisiaj Spotify, pochłaniały znaczne części należnych im zysków. Co więcej, to wytwórnie płytowe współpracują z serwisem i decydują o tym, jakie dzieła pojawią się w bazie danych Spotify. Okazuje się, że w serwisach streamingowych szanse zarobić mają  jedynie ‚wielkie’ gwiazdy, któych utwory wyświetlane są przez masową liczbę użytkowników. Czy w przypadku muzyków wykonujących jazz jest to prawdopodobne? Obawiam się, że nie.

Category: Inne

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *