Internal Melody

Wiolonczelista, kompozytor, aranżer. Współtworzy jeden z najciekawszych (i nielicznych) kwartetów smyczkowych na świecie – Atom String Quartet. Grupa ma już na swoim koncie dwa Fryderyki, Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Grand Prix Jazz Melomani, nagrody otrzymane w ramach Jazz Top i nagrodę główną podczas Bielskiej Zadymki Jazzowej a przede wszystkim – trzy nadzwyczajne płyty. Poza stałą współpracą z formacją Krzysztof Lenczowski jest członkiem zespołów: Fusion Generation Project, Jazz Construction oraz Fusionator. Współpracował z najwybitniejszymi artystami jazzowymi a jego kompozycje znalazły się w repertuarze takich muzyków, jak: Maxim Vengerov, Leszek Możdżer, czy Krzesimir Dębski. 11 września miała miejsce premiera jego fonograficznego debiutu – Internal Melody (Allegro Records) – która zbiegła się właściwie z wydaniem trzeciej płyty kwartetu (ATOM Sphere).
Do pracy przy swojej pierwszej płycie Lenczowski zaprosił czołówkę polskich jazzowych artystów. Towarzyszą mu: Grzech Piotrowski na saksofonie, Jan Smoczyński na organach Hammonda oraz Tomasz „Harry” Waldowski na perkusji. Czego po tym albumie się spodziewać? Przede wszystkim niezwykłej atmosfery, na którą składają się autorskie kompozycje wiolonczelisty, taki a nie inny dobór instrumentów i zamierzony sposób ich wykorzystania. We wszystkich utworach odnajdziemy wspólny mianownik – to ciemna barwa dźwięków, tworząca niekiedy przenikliwy i mroczny nastrój. Mimo iż w żadnym utworze nie wykorzystano urządzeń elektronicznych, na płycie słychać liczne nawiązania do tego rodzaju brzmień. Taki efekt udało się stworzyć jedynie za sprawą instrumentów akustycznych, co buduje niecodzienny klimat. Na pierwszym planie pojawia się wiolonczela Lenczowskiego, który wyraźnie stara się zdefiniować jej miejsce, jako równoprawnego członka zespołu jazzowego. Wiolonczela, najczęściej kojarzona z muzyką klasyczną, z powodzeniem odnajduje się w jazzujących, improwizowanych partiach. Charakterystyczny dźwięk saksofonu Grzecha Piotrowskiego i jego częste dialogi z wiolonczelą, przerywane momentami nagłymi wejściami perkusji tworzą wyjątkowe brzmienie. A akompaniament Smoczyńskiego to wspomniane elektroniczne zabarwienie jeszcze bardziej podkreśla. Sporo tu tonów zarówno lirycznych (saksofon Grzecha Piotrowskiego i sekwencje długich dźwięków Lenczowskiego), jak też żywiołowych, akustycznych i brzmiących niemalże jak syntetyczne.
Na liście utworów, które szczególnie zwróciły moją uwagę znalazły się: tytułowy Internal Melody, następujący po nim My Song, Moja Ewelinka (numer 6) i E4 (numer 7). Otwierający krążek Internal Melody to demonstracja sposobu i formy, w jakiej wiolonczelista chce te swoje „melodie” opowiedzieć. Muzyka improwizowana grana na wiolonczeli brzmi nadzwyczajnie i choć zaczyna się lirycznie, już po kilku sekundach jesteśmy pewni, że spokojnie nie będzie. To kompozycja pełna emocji, niekiedy gwałtowna i żywiołowa. Ci, którzy spodziewali się dźwięków sentymentalnych i przesadnie ckliwych, z pewnością się mylili. Drugi, przywołany przeze mnie utwór – My Song – to długa, ekspresyjna, rozbudowana i powolnie wręcz rozgrywana gra (prawie 12 minut!) skoncentrowana wokół głównego, początkowego tematu. Kluczową rolę pełni w tym utworze Tomasz Waldowski na perkusji, cały czas czuwający nad rytmem, wprowadzający go momentami swoisty trans – dzięki czemu słucha się go z pełnym zaangażowaniem. Moja Ewelinka to kompozycja znacznie spokojniejsza a E4 (przedostatnia) najbardziej optymistyczna ze wszystkich, lekka. W pierwszej części utworu, główny motyw powtarzany jest wielokrotnie przez wiolonczelę (pizzicato), potem następuje zwrot akcji, zdecydowanie więcej jest dynamizmu i napięcia. Zwróciłam też uwagę na Balladę o smutku – tutaj zagraną akustycznie, wyciszającą i uspokajającą po poprzedzających ją żywiołowych partiach. To utwór, który w nieco innej aranżacji – pod nazwą Still Love – opatrzony dodatkowo tekstem (sł. Marielle Bogucka), znalazł się na debiutanckiej płycie Niki Lubowicz Nika’s Dream (premiera już za kilka dni!). Lubię go w dwóch wydaniach.
Internal Melody to płyta zdumiewająca po wieloma względami. To album, który śmiało można nazwać koncepcyjnym – tworzy spójną, zamkniętą całość, którą bardzo dobrze słucha się niepodzielnie. Czym Krzysztof Lenczowski zaskoczy nas w przyszłości? Biorąc pod uwagę jego wszechstronne podejście do muzyki, trudno powiedzieć. Ale jego debiutancka płyta to z pewnością dobry kierunek. To pozycja obowiązkowa dla każdego entuzjasty współczesnej muzyki improwizowanej. Polecam z pełnym przekonaniem!
Do posłuchania i zobaczenia:
  • Film promujący debiutancki album Krzysztofa Lenczowskiego Internal Melody:

Category: Recenzje

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *