Jazz, oh yes!

Szacunkowo problem meteopatii dotyka przeszło ponad połowę Polaków. Taki wynik nie powinien dziwić – wystarczy przyjrzeć się posępnym, zniechęconym i zamyślonym twarzom przechodniów spotykanych w większości miast w Polsce, szczególnie wtedy, gdy pogoda taka, jak dziś we Wrocławiu. Nagły spadek temperatur a nad głowami co jakiś czas rzęsisty deszcz – naprawdę nietrudno o przygnębienie i dziwną melancholię. Nic odkrywczego, że takim okolicznościom towarzyszą gwałtowne zmiany zachowań – od doboru i selekcji czytanej literatury, oglądanych filmów, do słuchanej muzyki.
Gdy dopada mnie taki stan, zdecydowanie sięgam po dźwięki liryczne, sentymentalne, często z udziałem sekcji symfonicznej. Brzmienia nieskomplikowane, znacznie częściej z kręgu jazzu tradycyjnego niż nowoczesnego, czy żywiołowej muzyki etnicznej. Znacznie częściej należą też do nich głosy kobiece.
Na tej mojej „liście lirycznej” wykonawców jest wiele, bo też nierzadko skłaniam się ku dźwiękom spokojnym i nastrojowym. Wśród osób, które lubią wtedy trochę pozawodzić jest pewna duńska wokalistka Sinne Eeg – dziś o niej słów kilka.
Ciepły, melancholijny, przepełniony jakąś zajmującą głębią wokal Sinne nieprzypadkowo chwilami (głównie w dolnych rejestrach) przypomina Sarah Vaughan czy Nancy Wilson. Tyle że wymienione tu czarnoskóre panie już swoim pochodzeniem niejako pretendowały do znakomitego talentu i umiejętności wokalnych, jakie bezsprzecznie osiągnęły. W jej głosie słychać jazzowy intelekt a w utworach, które wykonuje, nie da się znaleźć żadnych mankamentów. Charakterystyczny głos jest jej znakiem rozpoznawczym. Repertuar, po który sięga ta duńska artystka to w znakomitej większości klasyka jazzu, specjalizuje się w aranżacji utworów, które wcześniej wykonywał ktoś inny. W swojej karierze jedynie raz zdecydowała się na wydanie albumu w języku skandynawskim (była to druga wersja płyty anglojęzycznej) – brzmi zupełnie inaczej, ale tym samym bardzo interesująco.
Sinne Eeg koncertuje na całym świecie. Sporo w Danii – w której zdobyła wiele nagród i godnie reprezentuje swój kraj, udzielając się w licznych inicjatywach. Na drugim miejscu figuruje natomiast Daleki Wschód – przede wszystkim Japonia i Chiny. Nic dziwnego, bo to publika, niełatwa i wymagająca – i to adekwatny wyznacznik jej talentu.
Zapraszam do wysłuchania:
  • z płyty Remembering You (2010) – cover utworu Moonbeam – z towarzyszeniem trąbki Randy Breckera:

  • Love is a Time of Year z albumu The Beauty of Sadness (2012):

  • The Windmills of Your Mind – cover utworu skomponowanego przez Michela Legranda:

Category: Osoby

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *