Kuba Płużek Solo Piano

Pianiści w przeciwieństwie do innych instrumentalistów mają ten przywilej, że mogą koncertować samodzielnie. Ku mojemu olbrzymiemu zamiłowaniu do dźwięków strun gitary solo, polifonia płynąca z drgających strun fortepianu nie ma sobie równych. Muzykowanie w pojedynkę mogłoby więc wydawać się najprostszym rozwiązaniem, jednak to tylko pozory. W rzeczywistości, niewielu pianistom dane jest koncertować samodzielnie, to wyróżnienie dla najwybitniejszych. Niedawno za sprawą płyty fortepianowej solo zatytułowanej Eleven Songs (V Records), do tej elitarnej grupy dołączył młody polski pianista jazzowy Kuba Płużek.
Artysta zasadnie nazwany „nową polską nadzieją jazzu”, od chwili wydania debiutanckiej płyty First Album wydanej w zeszłym roku, na której występuje w trio oraz w kwartecie, nie daje o sobie zapomnieć. Najpierw bardzo entuzjastyczne recenzje – bo płyta naprawdę znakomita, potem nominacje do nagrody Fryderyk za fonograficzny debiut roku roku w kategorii muzyka jazzowa (wyniki poznamy jeszcze w kwietniu!). W końcu, w lutym tego roku – solowa płyta Eleven Songs.
Młody pianista, urodzony i na stałe związany z w Krakowem, gra od dziecka. Współpracował bądź współpracuje nadal z wybitnymi muzykami jazzowymi, takimi jak: Zbigniew Wegehaupt, Janusz Muniak, Zbigniew Namysłowski, Arek Skolik, Stanisław Soyka, Charles White, Frank Parker. Jest laureatem wielu konkursów, wymieniając tu choćby tylko Montreux Jazz Piano Solo Competition, warszawski Festiwal pianistów jazzowych, Jazz Juniors czy Jazz nad Odrą. Występował na festiwalach polskich i międzynarodowych – między innymi na Litwie, Ukrainie, w Bułgarii, Francji, Szwajcarii, Niemczech i Austrii. To niezwykle porywający i przepełniony młodzieńczym entuzjazmem jazzman, który nieco odstaje od obecnej współczesnej pianistyki jazzowej. W jego twórczości niewątpliwy jest zwrot ku tradycji, ale też to bez wątpienia to jazz wielkiego formatu.
Płyta, którą chcę dzisiaj zaprezentować, powstała w ubiegłym roku w czasie dwudniowej sesji nagraniowej w studio RecPublica w Lubrzy. Wśród jedenastu utworów znalazły się standardy starsze i nowsze, polskie i zagraniczne, również melodie filmowe. Do tego zbioru udało się też włączyć dwie autorskie kompozycje Płużka (Kiedyś chciałem być kolejarzem i Pieśń o dziewczynie). Wśród podjętych tematów pojawiły się dzieła: nieżyjącego już Zbigniewa Wegehaupta (Four Roses otwiera płytę), Brada Mehldau (Resignation, Unrequited), Michaela Petruccianiego (Home), Andrzeja Kurylewicza (niewyczerpany motyw z Polskich Dróg) czy Hansa Zimmera. Być może tytuł sugeruje spokojną kompilację jedenastu piosenek-ballad na fortepian, ale ten, kto miał okazję zapoznać się z poprzednim wydawnictwem pianisty wie, że tego nie należy się po Kubie Płużku spodziewać. Uwagę zwracają temperamentne rozwinięcia fraz i wyraźnie słyszalna żywiołowość, interpretacyjne rozpasanie – takie młodzieńcze i niczym nieograniczone widzenie świata, tego muzycznego również.
Na liście wykonań, które szczególnie zwróciły moją uwagę znalazły się: burzliwe Four Roses, we właściwy sposób nadający ton wszystkim interpretacjom na płycie. Utwór wymagający, dynamiczny, momentami niezauważalnie spowalniający, potem znów powracający do zarzuconego tempa. Polskie Drogi – od samego początku to wykonanie mnie zachwyciło, jest zupełnie inne niż wszystkie, które dotychczas słyszałam. Co więcej, to jeden z moich ulubionych motywów z polskiej muzyki filmowej. Wyjątkowe miejsce w tym zestawieniu zajmuje interpretacja Unrequited Brada Mehldau – niespełna 7-minutowa, inspirowana klasycznym stylem barokowym, licznymi przetworzeniami tematu głównego i ścisłą polifonią. Doskonała koncepcja jako odpowiedź na stylistykę Mehldau. Spodobała mi się też kompozycja samego Płużka o wymownym tytule Pieśń o dziewczynie – również nawiązująca do epoki baroku, drapieżnie dążąca do punktu kulminacyjnego, na końcu wybrzmiewająca i uspokajająca.
Niespełna 30-letni Kuba Płużek zachwyca autentycznością, oryginalnością stylu – idealnie realizuje się w dynamicznych, niespokojnych utworach, gdzie eksponowana jest rytmika. Ale tym samym jest bardzo muzykalny – w spokojnych balladach potrafi oczarować interpretacją i wykonaniem. Wszystkim zwolennikom współczesnej fortepianowej muzyki jazzowej ten artysta z pewnością przypadnie do gustu. Przyznam, że twórczość Kuby Płużka jest mi znana od dosyć niedawna. Jeśli więc nie mieli Państwo okazji spędzić choć trochę czasu z jego muzyką, to sugeruję, by uczynić to jak najszybciej!
  • Zapraszam do wysłuchania – Polskie Drogi Andrzeja Kurylewicza w aranżacji Kuby Płużka:

Category: Recenzje

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *