Le Jardin Oublié / My Polish Heart

Muzyka to znacznie więcej niż tylko suma dźwięków. To wolność. Wolność rozumiana jako: „wymiana myśli i emocji z publicznością, innymi twórcami, instrumentem i samym sobą”.

To niezwykle bliska mi definicja, której autorem jest Vladyslav Sendecki. Postać wybitna. Pianista i kompozytor wielkiego formatu, którego ostatni projekt – zarejestrowany z towarzyszeniem naszego rodzimego, niezrównanego kwartetu strunowego – trafił niedawno w moje ręce. A że muzyka to wyjątkowo piękna i światowej klasy – jak i jej wykonawcy – postanowiłam poświęcić jej dzisiejszy krótki tekst.

Vladyslav „Adzik” Sendecki to nietuzinkowa postać światowej sceny jazzowej. Zarówno jeśli chodzi o wykonawstwo, jak i aspekt kompozycyjny. Pianista wychowywany na klasyce, który w pewnym momencie swojego życia odkrył jazz. Przez jakiś czas współtworzył w Polsce legendarne formacje Extra Ball oraz Sun Ship, by po pewnym czasie podjąć decyzję o opuszczeniu ojczyzny na stałe. Wyemigrował do Szwajcarii, skąd na dobre rozpoczęła się jego międzynarodowa kariera. Dziś zdecydowanie poza kategorią, niedający się jednoznacznie zaklasyfikować – artysta wykonujący muzykę improwizowaną, po prostu.

Na płycie „Le Jardin Oublié / My Polish Heart” (wydawca: Neuklang) znalazły się głównie kompozycje Sendeckiego, ale również kilka utworów zapożyczonych. I tak znadziemy tu kołysankę „Adzika” na motywach Szymanowskiego („Lullaby for a handful kids”), zaaranżowaną przez Michaela Gibbsa, dwa utwory Stefana Sendeckiego, brata Vladyslava („Payed View on Tatra” oraz „Taniec Magurski”) oraz „Komeda Hommage” Trzcińskiego (połączenie „Po Katastrofie” oraz „Etiudy Baletowej nr 3”) w aranżacji Sendeckiego i Atom String Quartet. Materiał to oczywiste nawiązanie do polskiej muzyki ludowej, w której przecież lubował się i Szymanowski, ale nie tylko. We wszystkich utworach znajdziemy więc przeróżne elementy zaczerpnięte z polskiego folkloru, które są tu jedynie motywami. Kompozycje jako takie zostały napisane jako dzieło kompletne, które można określić muzyką współczesną z improwizacjami jazzowymi. Te ostatnie najczęściej spotkamy u pianisty (jak np. w trwający niemalże 20 minut „My Polish Heart”).

Na uwagę zwraca fenomentalny Atom String Quartet, który – odnoszę wrażenie – w tego typu projektach czuje się najlepiej. Ich zaangażowanie da się odczuć nie tylko w autorskich solo (głównie skrzypcowych – tutaj wielkie brawa dla Dawida i Mateusza), ale również w pracach nad aranżacjami niektórych utworów („Little Waltz Wunderlich” oraz „Back where I belong”).

Na płycie „Le Jardin Oublié / My Polish Heart” mamy do czynienia z materią najwyższej próby, którą z pełnym przekonaniem można nazwać muzyką piękną. To słowo oczywiście nie wyczerpuje zagadnienia, bo poza urokliwymi motywami znajdziemy tu mnóstwo żywiołowości i temperamentu. To dzieło, w które można wsłuchiwać się bez końca.

Muzyka to znacznie więcej niż tylko suma dźwięków. To wolność. Wolność rozumiana jako: „wymiana myśli i emocji z publicznością, innymi twórcami, instrumentem i samym sobą”.

Category: Recenzje

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *