My guitar therapy

W elitarnym gronie polskich gitarzystów Marcin Wądołowski zagościł już na dobre. Wydając kolejny w swojej dyskografii autorski krążek potwierdził, że z roku na rok (to wcale nie nadużycie!) jest coraz lepszy. Ten artysta reprezentuje nie tylko wielki muzyczny talent, ale również gruntowne wykształcenie – czego najlepszym dowodem jest fakt, że poza komponowaniem nowych utworów, pracą nad kolejnymi płytami, uczestnictwem w licznych projektach (m.in. Elec-Tri-Citry, Quartado), zdobytą wiedzą i umiejętnościami gry na gitarze dzieli się z innymi – jest też nauczycielem w szkole muzycznej.
Spośród dotychczasowych płyt gitarzysty, My guitar therapy jest szczególna. Przede wszystkim, to pierwszy album w pełni wydany pod swoim nazwiskiem, a co z tym związane, jest najbardziej kameralny spośród dotychczasowych. Zamiast towarzyszących mu do tej pory zespołów (kwartetu lub trio), tym razem w doborze asystującego instrumentarium gitarzysta postawił na niezbędne minimum. Do współpracy zaprosił wybitnych muzyków: Adama Czerwińskiego (perkusja) oraz Piotra Lemańczyka (kontrabas/gitara basowa), którzy razem na płycie stanowią zgrane trio. Co więcej, tym albumem muzyk formalnie potwierdził swoją przynależność do grona najlepszych polskich gitarzystów jazzowych. Jeśli ktokolwiek ma wątpliwości, ta płyta z pewnością go przekona!
Album My guitar therapy składa się z 9 autorskich kompozycji Marcina Wądołowskiego. Nagrania odbyły się w Nord Audio Project Studio w Pruszczu Gdańskim – miejscu dobrze znanym trójmiejskim muzykom. Nagrywaniem, miksowaniem, masteringiem zajął się Paul Rutschka, którego „tajemniczy głos” słychać również w niektórych utworach. Przysłuchując się poprzednim wydawnictwom z udziałem Marcina można stwierdzić, że te „enigmatyczne głosy” to zabieg wzbogacający, który muzyk chętnie stosuje. Płytę wydało niezależne wydawnictwo fonograficzne Allegro Records Wojciecha Staroniewicza, z którym Marcin niejednokrotnie już współpracował. My guitar therapy utrzymana jest w stylistyce funk fusion.
Najnowsza płyta artysty to zbiór różnorodnych kompozycji, jednak dominują utwory z wyrazistą sekcją rytmiczną, dynamiczne, w szybkim tempie. Styl nawiązuje co prawda co mocniejszych brzmień fusion, ale zasadnie złagodzony został poprzez funkowe elementy. Kompilację otwiera So, Let’s Go (1), który wyznacza ton całemu albumowi – utwór silnie zrytmizowany, w nurcie jazz-rocka. Na mojej top liście znalazły się natomiast dwa kolejne, które pod wieloma względami mogłyby stanowić całość. Ponad trzyminutowy Please, Drive me Home (2) – w którym wirtuozerski popis daje Wądołowski (tych charakterystycznych improwizacji nie da się pomylić!), po którym następuje nieco wolniejszy Capisci? – tu artysta daje w końcu nieco bardziej pokazać się towarzyszącym mu muzykom. Lemańczyk grając poprzednio na kontrabasie, po raz pierwszy sięga po gitarę basową – podkreśla to zresztą nienagannym solo. Pozytywna energia, dobra zabawa, nieskrępowane instrumentalne dialogi – to wszystko odnajdziemy pod numerem 2 i 3. Na płycie znalazły się tylko dwie wyciszające kompozycje – to kolejne Guitar Meditation (4) oraz Time and Space (7) – jedyny utwór zagrany na gitarze akustycznej. Ze względu na moje ogromne zamiłowanie do naturalnych brzmień wzmacnianych wyłącznie pudłem rezonansowym, ten utwór szczególnie mnie zachwycił. To liryczna ballada zainspirowana dźwiękami Orientu, tęskna, nastrojowa, zwyczajnie piękna. Właściwie na półmetku kompilacji znalazł się utwór dla artysty wyjątkowy – dedykowany nieżyjącemu, wybitnemu, blues rockowemu gitarzyście Stephenowi Ray Vaughanowi (For Stevie Ray). Jak można się domyślać, muzykowi, którego Wądołowski niezwykle sobie ceni. Zresztą nie bez powodu Marcinowi tak bardzo do gustu przypadły gitary typu Stratocaster. Do wspomnianej już listy dołączyłam również następujący po balladzie My Secret World. Perfekcyjnie budowane napięcie, solówka kontrabasu, brzmienie gitary Marcina – a przede wszystkim to kolejny utwór pełen pozytywnej energii. W przedostatnim utworze (Uncle Mark) gitarzysta zdecydowanie przeniósł się w cień i „pierwsze skrzypce” przekazał towarzyszącym mu instrumentalistom. A oni swoją grą jedynie potwierdzili, że taki pomysł bardzo im odpowiada.
Albumem My guitar therapy Marcin Wądołowski ugruntował swoją pozycję na rodzimym rynku muzycznym. To trwająca prawie godzinę wyśmienita muzyczna uczta, która szybko się nie znudzi. Zapewne także dzięki cząstce optymizmu i pozytywnej energii, które na tej płycie bezustannie się ujawniają. W końcu podczas nagrań tej płyty panowie bardzo dobrze się bawili – to potwierdza nie tylko bezpretensjonalna okładka, to po prostu słychać! To z pewnością skuteczna muzykoterapia, którą warto zastosować.

Do posłuchania i zobaczenia:

  • klip promujący płytę My Guitar Therapy (utwór My Secret World)– zarejestrowany w Nord Audio Project Studio:

Category: Recenzje

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *