Nap goes „UP!”

Jeszcze nie ucichły dyskusje na temat tego albumu a znów powrócił na pierwsze miejsca w jazzowym dyskursie. Wszystko za sprawą opublikowanej niedawno nominacji do nagrody Fryderyk 2014 (to już trzecia nominacja dla tego artysty!). Album Marka Napiórkowskiego (tego muzyka nie trzeba przedstawiać) „UP!” znalazł się pośród pięciu innych płyt, walczących o tytuł laureata w kategorii Jazzowy Album Roku. Nic to dziwnego, bo krążek wydany w połowie 2013 roku ani przez chwilę nie przestał wzbudzać zainteresowania. Mimo naprawdę wymagającej konkurencji wierzę, że tym razem uda się zdobyć statuetkę. „UP!” (V Records) to wydawnictwo nadzwyczajne z wielu względów. Zdecydowanie wymaga czasu i odpowiedniego zaangażowania i – co cieszy – aż chce się do niego wracać. Nadużyciem nie jest też stwierdzenie, że to dzieło, jakiego na rodzimym rynku improwizowanej muzyki gitarowej nie było.
Po wspaniałych sukcesach trzech poprzednich płyt tego muzyka, było prawie pewnym, że i tym razem się nie rozczarujemy. Faktem jest, że pan Marek długo kazał czekać na nowe kompozycje (ostatnia płyta „Wolno” z utworami własnymi została wydana w 2009 roku), bo wydany w 2011 roku album „Konkubinap” był zapisem live – z dzisiejszej perspektywy można by powiedzieć – swoistym podsumowaniem dotychczasowej twórczości. Jednakże zapewne nie wszyscy byli przygotowani na to, co zaserwował nam gitarzysta. W sukcesie „UP!” niebagatelną rolę odegrał Krzysztof Herdzin, który dokonał aranżacji autorskich kompozycji gitarzysty na klasyczny nonet oraz (co nie powinno dziwić) zademonstrował pianistyczną wirtuozerię. Poza specyficznym składem zespołu kameralnego, w nagraniach wziął udział Clarence Penn – jeden z „najbardziej zapracowanych perkusistów” na świecie, znany ze współpracy z takimi muzykami jak: Wynton Marsalis, Michael Brecker, Luciana Souza, Dave Douglas, czy grupa Steps Ahead; zaprzyjaźniony Robert Kubiszyn (bas); Adam Pierończyk (saksofony) oraz Henryk Miśkiewicz (tym razem na klarnecie basowym!). Dużo by o „UP!” mówić, jednak nie należy pominąć sprawy zasadnicznej. Ta płyta do doskonałe zestawienie impowizowanego jazzu ze współczesną muzyką klasyczną, symfoniczną. Jak sam autor zdradził, to rodzaj „dźwiękowej opowieści” – i zdecydowanie tak może być nazywana. Marek Napiórkowski po raz kolejny dał potwierdzenie swoim umiejętnościom technicznym i nade wszystko osobliwemu geniuszowi improwizacji.
Pamiętam dokładnie dzień, kiedy nabyłam tę płytę. Zasłuchana, spędziłam dobrych kilka godzin rejestrując kolejne kompozycje. Można by powiedzieć, że z muzyką tego formatu jest jak z próbowaniem dobrego wina. Na początek testujemy „pierwszy nos” (chłoniemy pierwsze dźwięki, harmonię, melodykę), by dopiero po jakimś czasie zasmakować bogactwa smaków i aromatów (doświadczyć pełni dzieła). W przypadku „UP!” porównanie to z całym przekonaniem jest trafne. Bo ta płyta rozbrzmiewa dopiero po jakimś czasie, kiedy uda się ją choć trochę zrozumieć i pojąć.
Gdzie można projekt usłyszeć na żywo? Taki zaszczyt spotka z pewnością nielicznych, bo do tej pory nie udało się zorganizować choćby kilkudniowej trasy koncertowej. Mimo to w najbliższych miesiącach będzie to możliwe – 14 marca w Warszawie, w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, potem 11 kwietnia we Wrocławiu, w ramach festiwalu Jazz nad Odrą.Intrygującym jest dziś, czym Marek Napiórkowski zaskoczy nas po tym wydawnictwie. Jednakże analizując dotychczasowe trendy, może być tylko „up”!

Do posłuchania:

  • Szkice Piórkiem/Pen Sketches – utwór otwierający płytę:

  • Teatr:

http://www.youtube.com/watch?v=_XbAXzs8UGg

Category: Recenzje

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *