Paszport Polityki nareszcie dla Maseckiego

Dziś odbyło się 21. już rozdanie Paszportów Polityki. Corocznie staram się śledzić nominacje, pewnie jak wiele osób czekam na ogłoszenie wyników. W tegorocznej kategorii muzyka popularna wytypowano męskie grono a nagrody w końcu doczekał się Marcin Masecki – niezwykła osobowość na polskiej scenie muzycznej.
O Marcinie dowiedziałam się około rok temu, natrafiając przypadkowo na nagranie Masecki&Jagodziński (z płyty Tribute to Marek&Wacek). Kilka miesięcy później udało mi się usłyszeć pianistę podczas Jazz Showcase, organizowanego w ramach wrocławskiego festiwalu Jazztopad. Dopiero spotkanie muzyka na scenie, wysłuchanie kilku interpretacji, pozwoliło mi uświadomić sobie ów swoisty fenomen artystyczny.
Postać osobliwa, ekscentryk, ale przede wszystkim pianista, kompozytor, aranżer. Zaangażowany w wiele projektów, tworzący i wykonujący muzykę, którą nie sposób jasno określić, ująć w jakiekolwiek schematy. Muzyk niezależny – ten epitet może być najbezpieczniejszą próbą opisania indywidualizmu Marcina.
„Europejska muzyka klasyczna i bardzo szeroko pojęty jazz” – to  dwa gatunki, którym Marcin zdecydowanie hołduje. W teorii brzmi całkiem zrozumiale, ale praktyka bywa nieco bardziej złożona. Artysta awangardowy, dla którego muzyka to ciągły eksperyment, czy wręcz zamierzona dekonstrukcja. Ostatnie projekty artysty to albumy: Polonezy – skomponowany przez Maseckiego i wykonany w 10-osobowym składzie orkiestry dętej, której przewodzi (geneza płyty, jak tłumaczy autor, wzięła się z nieuzasadnionego braku tej formy w muzyce współczesnej. Istotnym impulsem stała się również szersza debata dotycząca obecności folkloru w dzisiejszej sztuce) oraz Scarlatti – płyta będąca rezultatem autorskich aranżacji wybranych dzieł barokowego kompozytora.
Na styl Marcina Maseckiego składa się wiele elementów, które tworzą autentyczny i niemożliwy do naśladowania image. To nie tylko wymyślny, nietuzinkowy język muzyczny, ale także specyfika wykonań (od sposobu gry aż po miejsca, w których pianista występuje). Publiczność nieobeznana z wirtuozerią artysty z pewnością może być zadziwiona indywidualnym sposobem zachowania na scenie. W trakcie wspomnianego Showcase’u pamiętam (zresztą bardzo dobrze) moment, w którym Marcin rozpoczął pierwszy utwór. Publiczność (zdecydowanie przypadkową nie była) złożona z rozmaitych dziennikarzy przybyłych do Wrocławia specjalnie na festiwal, z początku rzeczywiście dziwnie zareagowała. Specyficzna mimika, przekrzywianie nogi czy głośne tupanie – to charakterystyczny sposób bycia artysty na estradzie. Jednakże to tylko pierwsza reakcja, wstęp do tego, by po zakończonym wystąpieniu wyrazić zasłużony aplauz.
Podziwiam Marcina Maseckiego – gruntowne, akademickie wykształcenie muzyczne, niezwykłe wyczucie konwencji, balansowanie na skraju gatunków i kultur (nie tylko tej wysokiej i niskiej). Dojrzałość muzyczna, którą dzisiaj podziwiamy, to efekt wieloletniej pracy i wysiłku. A do tego talent – z pewnością nie każdy doceni geniusz tego artysty. Bez wątpienia jednak mogę stwierdzić, że spotkanie Marcina przy fortepianie jest interesującym doświadczeniem. Czasem trudno o całkowite zrozumienie, ale czy w muzyce nie chodzi o to, by bardziej odczuwać niż rozumieć?

Category: Osoby

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *