Standards

Standardy, evergreeny wciąż powracają w coraz to nowych odsłonach. Ci, którzy zdecydują się wziąć je na swój muzyczny warsztat mają niełatwe zadanie, bowiem nawet najbardziej twórcza i oryginalna aranżacja nie powinna przesłonić tego, co w pierwowzorze niepowtarzalne i unikatowe.
Końcem czerwca na rodzimym rynku muzycznym ukazało się kolejne wydawnictwo, które w całości poświęcone jest właśnie standardom jazzowym. Już sam tytuł mówi wiele („Standards”) i choć może i on niezbyt wymyślny (w największym polskim sklepie internetowym i portalu kulturalnym znalazłam aż 17 pozycji tytułowanych dokładnie tak samo!), to w przypadku tej płyty nazwa sugeruje znacznie więcej. To kompilacja przejrzysta, minimalistyczna, pozbawiona przesadnych fraz – i to właśnie jedna z jej zalet.
Bohaterem dzisiejszego wpisu jest Marcin Wądołowski, bez wątpienia jeden z najlepszych polskich gitarzystów jazzowych. O artyście piszę już na tym blogu po raz kolejny. „Standards” (Soliton) to już czwarta autorska płyta artysty, który nie zwalnia tempa ani przez chwilę. Dopiero co ukazała się „My guitar therapy”, a na sklepowe półki już trafiła kolejna. Choć te pozycje mają ze sobą niewiele wspólnego, to łączy je konwencja klasycznego tria jazzowego, w którym gitarzysta czuje się doskonale. W najnowszym albumie Wądołowski kontynuuje współpracę z wybitnym kontrabasistą Piotrem Lemańczykiem, którego ponownie zaprosił do współpracy, a na perkusji tym razem pojawia się Kanadyjczyk Tyler Hornby, znany ze współpracy z polskimi jazzmanami: Lemańczykiem i saksofonistą Maciejem Sikałą. Płyta została poświęcona pamięci dwóch polskich wirtuozów, mentorów gitarzysty – Jarosławowi Śmietanie i Markowi Blizińskiemu. To właśnie oni, o czym wspomina w treści dołączonej do publikacji, pokazali mu, że miłość do muzyki i instrumentu może stać się pasją na całe życie.
Wśród aranżowanych standardów w albumie znajdziemy utwory Johna Coltrane’a, Milesa Davisa, Charliego Parkera czy Cole’a Portera. Spoglądając wstecz na poprzednie wydawnictwa gitarzysty w żadnym z nich nie natrafimy tak bezpośrednie odwołania do jazzu i klasyki gatunku w ogóle. Wądołowski najczęściej oscyluje w gatunku fusion, jazz-rocka – w tej kameralnej, intymnej odsłonie klasyki gitarzystę usłyszymy właściwie po raz pierwszy. Autorem wszystkich interpretacji jest Marcin, który każdą z osobna traktuje z nienaganną precyzją. Wspólny mianownik zebranych na płycie kompozycji stanowi swoista wirtuozeria, własny styl, precyzja – tych dźwięków słucha się z ogromną uwagą, bo każda nuta znalazła się tu nieprzypadkowo. Efekt potęguje ich interpretacja – subtelność brzmień, osobliwe improwizacje, a do tego różnorodność wykorzystanych konwencji (od inspiracji klasycznymi formami polifonicznymi przez bossa novę, sambę aż po flamenco).
Płytę otwiera Equinox Coltrane’a, który co prawda stanowi intro, ale nie w typowym rozumieniu. To pełnoprawny utwór, w którym nie pominięto żadnego z instrumentów, a wręcz przeciwnie. W tej niespełna 8-minutowej kompozycji trio ma okazję zaprezentować się w pełnym składzie. Inwokację stanowią tu elektryczne tony gitary. W tym wydaniu Equinox zyskał zupełnie inną, energiczną formułę, a to za sprawą uzupełnienia tematu o dodatkowe dźwięki oraz przyspieszenia tempa. Istotną rolę odgrywa również bas i perkusja, które ten ożywiony rytm utrzymują i go eksponują. Podobnie zresztą dzieje się w Take Five i Have You Met Miss Jones – tu jednak od początku znacznie więcej miejsca przeznaczono na otwartą improwizację. W opisywanym zbiorze standardów bardzo przypadły mi do gustu utwory, w których usłyszymy akustyczne brzmienie gitary. Takie odnajdziemy pod (parzystymi) numerami 2, 4 i 6 – zapewne to nieprzypadkowe. W szczególny sposób wspomnę więc o kompozycjach Solar i Nardis Milesa Davisa, powstałych bez wątpienia z inspiracji flamenco. Ten ostatni to jeden z moich ulubionych standardów – w tym wykonaniu brzmi nadzwyczajnie. Choć już w oryginale Nardis zaliczany do jest do tzw. „hiszpańskich” dzieł trębacza, to w interpretacji Wądołowskiego wybór andaluzyjskiej stylistyki jest strzałem w dziesiątkę. Kolejny z akustycznych adaptacji – Central Park West (nr 4) – to liryczna, urokliwa i nieco leniwa ballada. Główny temat prezentuje gitara i kontrabas przy akompaniamencie szczoteczek perkusji, które ten nastrojowy charakter potęgują.
Marcin Wądołowski zaskakuje  w każdym projekcie – z jednej strony to artysta silnie zakorzeniony w muzyce rockowej, z drugiej, bardzo dobrze odnajduje się w rozmaitych jazzowych stylach. Swoją kolejną płytą demonstruje autorskie podejście do klasyki gatunku. „Standards” to album zbalansowany, oszlifowany, dopracowany w szczegółach. To muzyka wymowna, minimalistyczna, ale przy tym niepozbawiona artyzmu i należytego kunsztu.

  • Do wysłuchania materiał promocyjny płyty Standards:

Category: Recenzje

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *