Tribute to Tomasz Stańko

Tomasz Stańko był bodaj największym artystą polskiej sceny jazzowej ostatnich lat. Wielki trębacz i kompozytor wywarł znaczący wpływ na kształt gatunku, nie tylko w skali naszego kraju. Mówienie o nim jedynie w kategorii własnego stylu to niemalże ignorancja i nieznajomość tematu.

Gdy dowiedziałam się o planowanej płycie z serii „tribute to”, poświęconej genialnemu wirtuozowi, byłam nieco zmieszana. Od razu pomyślałam o nie dających się przyrównać mistrzowi interpretacjach utworów, które po sobie pozostawił. Nie spodziewałam się, że w hołdzie trębaczowi powstanie dzieło o takim formacie i artystycznym wyrazie, jak opisywany dziś album.

Piotr Schmidt, jeden z najciekawszych polskich trębaczy jazzowych, nie zwalnia tempa ani przez chwilę. Jeszcze nie skończyła się trasa koncertowa promująca jego ostatni album „Saxesful”, o którym całkiem niedawno mogliście przeczytać na moim blogu (przejdź do artykułu>), a w międzyczasie pojawił się kolejny. I tym razem, zgodnie przyznać trzeba, że ten projekt ma szansę wynieść trębacza na piedestał polskiej sceny jazzowej.

„Tribute to Tomasz Stańko” (wydawnictwo: SJ Records) to dzieło złożone z 12 kompozycji, zbudowane w oparciu o wyrafinowane i wielowymiarowe odwołania do twórczości zmarłego artysty. Znajdziemy je zarówno w warstwie kompozcyjnej, jak i wykonawczej. Prawie wszystkie utwory zostały napisane przez występujących tu muzyków, pojawiły się również dwie kompozycje autorskie Schmidta („Transgress”, „Serenity”) oraz interpretacja kołysanki „Rosemary’s Baby” Krzysztofa Komedy, którą Stańko upodobał sobie w sposób szczególny.

W nagraniach wzięli udział muzycy kwartetu sygnowanego nazwiskiem trębacza z udziałem pianisty Wojciecha Niedzieli. Poza wspomnianymi intrumentalistami usłyszymy jeszcze Macieja Garbowskiego (kontrabas) oraz Krzysztofa Gradziuka (instrumenty perkusyjne). Sam Schmidt, choć znany jest z charakterystycznego tonu i „brudnego” brzmienia, dotychczas poruszał się w zupełnie innych obszarach stylistycznych. Praktycznie wszystkie projekty formacji Schmidt Electric, Wierba & Schmidt Quintet, czy ostatni „Saxesful” bazujący na standardach jazzowych nijak mają się do projektu, który muzycy zaprezentowali w hołdzie gigantowi jazzu. Jedynie ostatni duet z Wojciechem Niedzielą (przeczytaj o projekcie>) może być uznany za pierwszy krok w kierunku nowej estetyki. Stylistycznie, porównania tego albumu do wydawnictw słynnego ECM-u (nie tylko do projektów Stańki), są jak najbardziej zasadne. To, co tu charakterystyczne, to subtelna dominacja trąbki, która prowadzi i nadaje ton wszystkim utworom oraz nieskrępowana orientacja na wybrzmienie każdej frazy, każdej nuty. Całość oscyluje w pewnym powściągliwym nurcie i można odnieść wrażenie, że każdy dźwięk, każda pauza ma swoje uzasadnione miejsce. Kompozycje nasycone są liryzmem o pewnym romantycznym wręcz odcieniu. Uwagę zwraca otwierający płytę „Epilog” z majestatycznym brzmieniem trąbki – utwór, który jest wymowną formą oddania czci zmarłemu trębaczowi. We wszystkich kompozycjach artyści prezentują wysokiej klasy muzyczną erudycję, która bez wątpienia upoważania ich do podjęcia się tak wymagającego tematu, jakim jest twórczość giganta jazzu.

Pomijając wszystko, co po sobie zostawił, Stańko był niezwykły w tym, co robił. Inspirował innych do ostatnich chwil swojego życia – u schyłku swojej drogi jeszcze koncertował z zaproszonymi do współpracy młodymi talentami jazzu. Śmierć Tomasza Stańki była wydarzeniem, które przeżyło wiele osób, bo dla wielu był twórczym natchnieniem. Jedną z nich był Piotr Schmidt, który, jak stwierdził – przepełniony muzyką mistrza, nie mógł przejść obojętnie – i w efekcie powstała opisywana dziś płyta.
To, że nie ma go wśród nas, to wielka strata, ale jego duch pozostanie na długo. Najnowszy projekt Piotra Schmidta jest tego najlepszym dowodem.

Category: Recenzje

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *