Upward Spiral

W miniony piątek w Europejskiej Stolicy Kultury 2016 zagościli jazzmani światowej klasy. Mowa o kwartecie Branforda Marsalisa z udziałem gościa specjalnego, Kurta Ellinga. W czerwcu artyści rozpoczęli trasę koncertową najnowszej, wspólnej płyty zatytułowanej „Upward Spiral”. Duet, przyznają Państwo, niecodzienny. Ja jednak dopiero w trakcie ich piątkowego muzykowania zrozumiałam, w czym tkwi istota tejże współpracy – na scenie ta „para” prezentuje się doprawdy wyjątkowo.
Wśród kilkunastu europejskich miast na wspomnianym tournée znalazł się również Wrocław. Występ odbył się w Sali Głównej KGHM Narodowego Forum Muzyki. Poza artystami na scenie pojawili się członkowie kwartetu: wspaniały pianista Joey Calderazzo (zachwycił wrocławską publiczność!), kontrabasista Eric Revis oraz perkusista Justin Faulkner. Głównych sprawców piątkowego zamieszania Czytelnikom tego bloga  z pewnością  przedstawiać nie trzeba. Postaram się jednak przytoczyć tu kilka istotnych faktów z ich biografii.
Marsalis to nazwisko powszechnie znane w jazzowych kręgach. Nowoorleańska rodzina Marsalisów doskonale wpisuje się w tradycję wielopokoleniowych familii: ojciec, Ellis Marsalis, pianista i nauczyciel i matka, Dolores, wokalistka jazzowa i pedagog, zaszczepili w swoich dzieciach miłość do muzyki. Spośród szóstki potomków aż czwórka to wybitni instrumentaliści – Wynton jest znakomitym trębaczem, Delfaeyo gra na puzonie, Jason jest perkusistą. Najstarszy z braci, Branford, uważany za jednego z najlepszych saksofonistów postbebopowych, to również wybitny kompozytor, bandleader i pedagog. Karierę rozpoczynał w zespole Arta Blakey’ego, Lionela Humptona i Clarka Terry’ego. Z początkiem lat 80′ pełnił bardzo ważną rolę w kwintecie Wyntona. W tym czasie koncertował też z kwintetem Milesa Davisa oraz z Herbie Hancockiem. Istotnym momentem w karierze Branforda była współpraca z zespołem Stinga. Wielokrotnie był doceniany za swoją twórczość – dwukrotnie otrzymał nagrodę Grammy. Najstarszy z Marsalisów to też postać nieco kontrowersyjna. Wielu krytyków zarzucało mu zbyt duży zwrot ku innym gatunkom muzycznym (np. rock, pop, muzyka filmowa) we współpracy ze Stingiem upatrując symbolicznego momentu zatracenia.
Kurt Elling – amerykański wokalista i kompozytor, nazywany bywa „wokalną rewelacją naszych czasów” (New York Times). Zdobywca nagrody Grammy i wielokrotnie do niej nominowany. Niezwykle trudno pomylić go z kimś innym – charakterystyczny ciepły tembr głosu, osobliwa technika scatu, swoista dramaturgia i tkliwość barwy głosu. Do tego czterooktawowa skala i spektakularne wokalizy – to jego znaki rozpoznawcze. We wczesnym okresie artystycznego rozwoju inspiracje czerpał z Marka Murphy’ego, Jacka Kerouaca, czy Cheta Bakera. Na swoim koncie ma ponad 10 autorskich płyt, kompozycje muzyki teatralnej (Teatru Steppenwolf w Chicago), współpracę z wieloma wybitnymi artystami.
Elling i Marsalis to duet zachwycający. Na scenie stanowią idealnie dobraną parę – doskonały warsztat, mistyczne wręcz porozumienie, partnerstwo, elegancja. Płyta „Upward Spiral” jest kameralna, intymna. Znajdziemy w niej wiele pozytywnych zwrotów akcji i dobrych emocji. Dociekliwi tę przesłankę odczytają interpretując jej tytuł – by go zrozumieć przytoczyć należałoby pojęcie „upward spiral” funkcjonujące w neurobilogii, oznaczające pewne procesy zachodzące w zaburzeniach depresyjnych, w efekcie których nastrój chorego ulega poprawie. I nie chodzi tu o żadne narkotyczne dźwięki, a o wyjątkowe aranżacje wielkich tuzów współczesnej muzyki improwizowanej. Pojawili się więc m.in. Antonio Carlos Jobim (Só Tinha de Ser Com Você), George Gershwin (There’s a Boat Dat’s Leavin’ Soon for New York), Sonny Rollins (Doxy), czy Sting (Practical Arrangement). Usłyszymy też dwie klasyczne ballady – Blue Velvet (Lee Morris, Bernie Wayne), motyw z filmu Davida Lyncha oraz I am Fool to Want You mistrza swingu, Franka Sinatry. To co uderza w ich wspólnym muzykowaniu to fakt, że mimo, iż każdy z nich porusza się w innej stylistyce, to żaden nie dostosowuje się do siebie. To wirtuozi, którzy nie muszą dopasowywać się do siebie, potrafią grać w każdym stylu muzycznym.
Ten niecodzienny band jest już prawie na półmetku swojego tournée. Jak zostanie przyjęty? Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. „Upward Spiral” to nowa jakość, a efekty tej współpracy powinny zainteresować wszystkich wielbicieli dobrej muzyki. Polecam!

Category: Koncerty

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *